What is wrong with us all? / Co się z nami dzieje?

The end of January has been busy. After having visited Mongolia, I went down to Phuket in southern part of Thailand to visit centres for the detailed people of Rohingya who flee Myanmar from the religious persecution. 

Detention centres are always depressing, especially when one realises that more often than not, their inmates’ only crime is an attempt of running for their own lives. What I saw in southern Thailand saddened me to the point that made me feel disgusted of being a human being. Hundreds of men, women and children detained and left in a legal limbo. Unable to go back home, unable to live normally and without any prospects of finding a solution for their lives in a foreseeable future. All what they have is the cells of their detention centres, and fear that these centres may remain their homes for years to come… Sadly, the more people try fleeing desperation from their homelands, the less we are able to show compassion and empathy, and less we are to make an effort to finding solutions that would work for all of us. 

When I see this unspeakable suffering on one side, and growing nationalism and protectionism from those of us who are luckier and wealthier on the other, I feel that we are destined for a well deserved human catastrophe that will affect all of us. I feel that the differences between haves and non-haves are so great that are impossible to bridge anymore. We are destined to fail, and perhaps this is the only sensible solution that is left to us?

***

Koniec stycznia był pełen podróży. Po odwiedzinach w Mongolii, pojechałem na południe Tajlandii, do miasta Phuket, gdzie odwiedzałem ośrodki dla przetrzymywanych obcokrajowców. Większość mieszkańców tych centrów to przedstawiciele ludu Rohingya, którzy przybyli tu z sąsiedniej Mjanmy (Birmy), skąd uciekają przed prześladowaniami religijnymi. 

Odwiedziny w ośrodkach dla obcokrajowców prawie zawsze przyprawiają mnie o mdłości i depresję. Jak może być inaczej widząc więzionych ludzi, których jedyną winą jest ucieczka przed śmiercią od swoich oprawców. Śmiało mogę powiedzieć, że to co zobaczyłem w południowej części Tajlandii wstrząsnęło mnie jako człowieka. Setki mężczyzn, kobiet i dzieci którzy nie mogą wrócić do domu, nie mogą rozpocząć normalnego życia i bez jakiejkolwiek nadzieji na zmiany w najbliższej przyszłości. Jedyne co te osoby posiadają to swoje więzienne cele, oraz strach, że ośrodki pozostaną ich domami na długie, długie lata… Niestety, wygląda na to, że czym więcej ludzi ucieka przed swoimi oprawcami w rodzinnych stronach, tym mniej znajdują oni życzliwości i chęci pomocy od tych z nas, którym powodzi się trochę lepiej. 

Kiedy z jednej strony widzę to niewypowiedziane cierpienie, a z drugiej rosnące nacjonalizmy i protekcjonizm od tych z nas który bronią naszego bogactwa, to czuję, że nasz świat podąża do katastrofy humanizmu. Obawiam się, że wszystko zaszło już tak daleko, że nie będzie możliwe znalezienia rozwiązania, które pozwoliłoby zniwelować różnice pomiędzy tymi co mają a tymi co nie mają nic. A może jednymy rozsądnym wyjściem jest całkowita porażka i upadek ludzkości?

Roman’s Pages ® 2001 - 2018