An evening out / Wieczorne eskapady

P1010091

Yesterday my Bangkok friends called me up and told me to be ready for a surprise evening out. They came to my flat around 4:30 in the afternoon and announced that we were going for a dinner in Pattaya (a tourist destination, east of Bangkok). At first I thought that it was a bit crazy to go so far for a dinner only, but then it was Saturday, and I really needed to stop thinking about my recent trips to Myanmar and DPRK, so all in all I was quite pleased with the idea. So off we went… to enjoy a stroll on a tropical beach and an Indian treat in one of the local restaurants there. Turned out to be fantastic: great company of friends and wonderful food!

I was especially pleased to have an easy evening out, as my mind is preoccupied with my experiences of DPRK and western Myanmar, which I have just visited in recent weeks. A looming food crisis in Korea and an ongoing animosities between Buddhist and Muslim communities of Rakhine State of Myanmar made me feel somehow depressed. The magnitude of human suffering that I saw in these two places, and a realisation that there is very little resources to deal with these problems (read: the human suffering is likely to intensify and carry on for a long time) made me feel uneasy and helpless. A talk with friends and an evening out allowed me to have some different perspective on issues, and motivated me to stop feeling sorry but challenge myself on what I could do better to advocate for at least some action to help out at least a bit. While I have no illusions that I have no leverage on turning things around in any of these places, I can do some small bits that may have some positive effects for some communities: not ideal, but better than nothing! All in all, I am all motivated for action, however small!

***

Wczoraj wczesnym popołudniem znajomi z Bangkoku zadzwonili do mnie i poinformowali, że są w drodze po mnie, by mnie zabrać na kolację - niespodziankę. Dotarli do mnie o 16:30 i powiedzieli, że jedziemy na wieczorne szaleństwo do Pattaji (miasto turystyczne na wschód od Bangkoku). Nie za bardzo chciało mi się jachać tak daleko tylko na kolację, ale tak naprawdę przecież była sobota i naprawdę potrzebowałem przestać myśleć o swojej podróży do Mjanmy i KRLD, więc skusiłem się na wycieczkę. Takim to sposobem wczoraj wieczorem chodizłem po tropikalnej plaży i zajadałem się hinduskim jedzeniem w lokalnej restauracji. Eskapada udała się znakomicie: wspaniałe towarzystwo i świetny posiłek!

Jak pisałem, w pomyśle szczególnie uwiódł mnie fakt, że potrzebowałem przestać myśleć o tym co widziałem w KRLD i zachodniej Mjanmie, które niedawno miałem okazję odwiedzić. Prospekt kryzysu żywnościowego w Korei i trwające animozje pomiędzy społecznościami buddyjskymi i muzułmańskimi w prowincji Rakhine powodują u mnie poczucie żalu. Skala ludzkiego cierpienia, które widziałem w obu miejscach, oraz brak środków i woli by zacząć z tymi problemami sobie radzić (co oznacza, że ludzie dalej będą cierpieć przez długi okres czasu) sprawiają u mnie bezsilność. Kolacja ze znajomymi zaś pozwoliłam mi jednak spojrzeć na wszystko trochę z dystansem i sprawiła, że postanowiłem się mniej koncentrować na tym co jest niemożliwe a myśleć o tym co mogę zrobić we własnym zakresie by coś popchnąć w dobrym kierunku. Pomimo tego, że nie mam najmniejszych iluzji, że nie mam najmniejszego wpływu na wielką politykę, to zawsze przecież mogę zrobić coś przynajmniej dla małej grupy ludzi - choćby dla społeczności kilku wiosek czy miasteczek: chyba warto i to lepsze niż użalanie się nad światem! Jestem więc zmotywowany do działania, nawet jeśli nie uda mi się zrobić zbyt wiele!

Roman’s Pages ® 2001 - 2018